Hah.
Piątek 13.
Śpię twardo do tego stopnia, że rano jestem nieprzytomna.
Podobno chrapę, paradoksalnie zwróciła mi na to uwagę kobieta, która sama podczas snu jest jak dławiący się parą parowóz.
No nic.
_______________________________________________________________________________________
Powinnam pomyśleć o przyszłości, bo to już przestaje być „śmieszne”.
Muszę ogarnąć coś na „własną rękę”, bo nie wyobrażam sobie pracy na „etacie”.
Niestety, ale będę skakała na zwolnienie, już sama nie wiem, czy z lenistwa, czy z choroby.
Siedzenie, na swoim ma tyle samo zalet, co wad…
Z jednej strony wolność w godzinach pracy, a z drugiej…
Chuj, dupa i kamieni kupa…
Oj co mi przeszkadzało w tej nieszczęsnej szkole?
Muszę rozpisać sobie swój własny rachunek sumienia i iść w niedziele do spowiedzi, inaczej sobie tego nie wyobrażam.
Jak ja mam dalej żyć?
Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego…
________________________________________________________________________________________
„Czarny chleb i czarna kawa,
Opętani samotnością,
Myślą swą szukają szczęścia,
Które zwie się wolnością.”

Podczas ostatniego pobytu sama to tu nuciłam.
Za każdym razem, gdy dostawaliśmy czarny chleb i kawę (co prawda z mlekiem, ale za wolnością tęsknota była…)
Tym razem śpiewa to A i G (o ironio ilekroć wymawiałam imię G przypominała mi się pewna swawolna piosenka…).
Napisałam swój prywatny rachunek sumienia.
Jedyne 6 stron.
W sumie to zbiór tego, co zostało mi w głowie po „gotowcach” i trochę „natchnionej”weny twórczej przy modlitwie początkowej i końcowej.

Kap, kap…

Kropla po kropli uderza w umywalkę, wydając przy tym wkurzający dźwięk.
Podobno można tym torturować ludzi.
Piernik wie.
Idę zakurzyć najbardziej gryzące (khe, khe) mentole „hand-made” w moim życiu i biorę się za czytanie książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *