Jestem strasznie osłabiona.
Nie mam siły na ćwiczenia, czy chodzenie po korytarzu, dodatkowo ten ból pięt…
Nie skarżę się.
Milczę.
Może to źle?
Może powinnam o tym trajkotać jak nakręcona?
Ciągle się modlę o te cholerne testy psychologiczne.
Wstydzę się prosić o rozmowę z p. psycholog i boję się, że jak już tam trafię, to zmarnuję swoją szansę, mówiąc
na około, a nie „prosto z mostu”.
Mam dosyć, różne myśli na temat zdrowia przychodzą mi do głowy.
ChAD? Schizo? Depresja?
A może jestem jebanym leniem??
Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie.
Nie mam pojęcia, czy…
Kurwa, popatrzyłam przez okno i już nie wiem, co chciałam napisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *