Piszę notkę z telefonu, więc pewnie będzie tysiąc bledow. Chrzanić. 

Łzy… Nie mogę powstrzymać łez. Zagryzam wargi, by nie wybuchnąć szlochem na cały dom. Nie chcę, by ktoś je widział. Nie chcę znowu wyjść na płaczkę… Serce rozdziera mi tęsknota, lęk, niepewność. Czuję się totalnie rozpoeprzona. Terapia, lekarze, rozmowa o pracę w Krakowie, brak poczucia wsparcia ze strony rodziców… Na szczęście mam A., M., M.i J.. Za dużo emocji na raz. Za dużo zmian. Ale wiem, że jeżeli teraz tego nie zrobię, to się niegdy nie uwolnie. Nie uwolnie się od lęku. Zarówno rodziców jak i swojego. Chcę tego Krakowa, chcę tam znowu zamieszkać i stawić mu czoła. Tym razem jako doskonałemu partnerowi, miastu, które pokochałam już w dzieciństwie. Wierzę w głębi serca, że tym razem mnie nie pochłonie. Teraz jest inaczej. Teraz mam dla kogo walczyć. Teraz sytuacja z przyjaźnią się wyklarowała. Teraz pojawiłeś się Ty. I mimo, że chwilowo płaczę, bo te emocje i stres musiały w końcu ze mnie zejść. I mimo, że chwilowo serce scisnęła mi cholerna tęsknota za Tobą. I mimo to, że jeżeli uda mi się z tym Krakowem, to będzie nas dzieliła jeszcze większa odległość… To wiesz… Zmieniło się coś we mnie. Pierwszy raz w życiu czuję, że rozkwitam. Pierwszy raz od lat prostuje skrzydła, o których zapomniałam. I tak cholernie mi zależy, byś Ty też czuł się dobrze. Byś dostał to, co najlepsze. I tak naprawdę, pierwszy raz kocham i jestem kochana. Pierwszy raz to prawda…

Po internetach krąży tekst, że „przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy skrzydła zapominają jak latać.”. Gimbusiarskie? Cholernie. Prawdziwe? Jeszcze bardziej. I nie chodzi o głaskanie po główce. Czasami tym podniesieniem jest porządny opierdol, czasami niepozorne „wierzę w Ciebie, dasz radę”, a kiedy indziej jest to uśmiech. I dziękuję Bogu za moich przyjaciół. Tych, którzy przetrwali ze mną najpaskudniejsze momenty. Tych, których skrzywdziłam, a mimo to, potrafią wybaczyć. Dziękuję, że jesteście. Za wspomnienia, za wsparcie, za wspólny kierunek w którym patrzymy. Z różnym światopoglądem. Często skrajnie się rozniacym. Ale bez przymuszania się do niego. Jesteście moimi aniołami, choć pewnie nigdy tego nie usłyszycie, bo przecież poza zlodupca musi być. 

5 komentarzy

  1. Witaj… trafiłam po raz kolejny. Cóż, też nie mam ostatnio dobrych dni i choć jest jedna osoba, to jakoś w to nie wierzę. Masz przyjaciół… doceń to, Ja mam tylko zwierzęta. Ludzi ostatnio bardzo brak… za bardzo, Nie wiem, czy mogę wierzyć, że kiedyś jeszcze będzie dobrze i statecznie.
    Fajny blog, dobrze piszesz, bo szczerze. Też nie chcę płakać przy ludziach, choć czasem jest cieżko, czasem lżej, czasem tylko pomaga pisanie…

    Trzymaj się jakoś, masz dla kogo.

    1. Hej, miło mi, że tu jesteś. Wiem, że ciężko jest wierzyć, że będzie dobrze, gdy puka się w dno i to jeszcze wklęsłe, ale wiesz po co jesteśmy na dnie? By się od niego odbić. I choć jest to tak cholernie trudne, to jednak możliwe. Nie dzieje się to szybko, jest to proces powolny, mozolny, ale możliwy. Co do ludzi… Czasami faktycznie gdzieś znikają, jednak zdarza się też tak, że to my ich odtrącamy, nie wiedząc nawet o tym. Ostatnio analizując swoją Krakowską depresję zobaczyłam (dopiero po 2 latach!), że to ja wszystkich odtrącałam. Nie widziałam chęci pomocy w ludziach, a agresję, choć tak naprawdę chcieli mi pomóc. I jeżeli jest choć jedna osoba, która jest z Tobą, to wierz mi – to już cała armia! 🙂 Trzymaj się ciepło. I pamiętaj, że zwierzaki to doskonałe antydepresanty. Przesyłam pozytywne myśli!

      Kate
  2. Tak, bywa i tak, że to my odtrącamy, nie chcąc widzieć w ludziach dobrej woli, a tylko pretekst do złości. Wiesz, kiedy patrzymy na wszystko przez czarne okulary, świat wydaje się zgoła inny niż jest. Ja próbuję na razie nauczyć się pozwolić ludziom odchodzić, choć to cieżka nauka i mozolna. Wtedy za każdym razem, nie będzie burzył się cały świat, na którym stoję…
    Dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *