Miałam systematycznie prowadzić tego bloga.
Miał być wpis o „wstydliwym” znaku krzyża, o postanowieniach wielkopostnych, zupie dyniowej.
Miały być notki napędzające Waszą kreatywność.
Były marzenia, rozkręcał się bullet i Bible journal.
Miały być nowe projekty i przebudowa portfolio.
Nowa praca miała być.
Miało być nawrócenie, bo przecież ileż można?

A co jest?

Następny miesiąc na zwolnieniu lekarskim, nadmierna senność i kolejka górska z ogromną amplitudą.
Jednego dnia sprzątam całe mieszkanie, tworzę nowe projekty, planuję kolejne dni, zabieram się do pisania notki…
Nadchodzi wieczór i… wszystko znika. Jest pustka, przerażająca, zimna pustka.
Kolejne dni spędzone w łóżku. Wychodzę tylko na dwie – trzy godziny, by zachować sama przed sobą twarz i pozory, że przecież jest lepiej.
I nie umiem się pozbyć tej pustki.
A gdzie jest praca? Nie ma pracy. Praca upada i czekam na wypowiedzenie.

A duchowo?

Duchowo nie ma nic.
Obiecałam sobie, że codziennie przeczytam chociaż jeden werset z Pisma Świętego, bo może to mnie chociaż uratuje.
Nic z tego. Słowo w nim zawarte mnie tylko przeraża.
I zmierzam do błędów, które już popełniłam.
Bo ta druga strona jest tak bardzo pociągająca, gdy się już ją poznało.

Ten blog jest już mało Chrześcijański.
Zamienia się w miejsce wyrzucania bólu.
Być może pewną formą terapii…
Prawdopodobnie w najbliższym czasie zniknie z sieci, bo i tak nic szczególnego na nim nie ma.

3 komentarze

  1. Mysli – prosze, nie kasuj bloga. Wiesz dlaczego? Kiedy lekarz zdiagnozował u mnie depresję nie bardzo umiałam to do siebie przyjąć (dalej mam z tym problem…). Szukałam informacji własnie na blogach. Najbardziej interesowało mnie jak ŻYĆ z depresją, z nerwicą, ze stanami lękowymi (te trzy diagnozy postawił mi lekarz). I nawet te blogi, które zostały opuszczone przez autorów w 2005 roku dały mi dużo…. sama nie wiem czego. Jakiejś takiej świadomości, że nie jestem sama. Nawet kiedy było na nich tylko po jednej notce. Naprawdę. Dlatego też sama założyłam bloga – żeby poskładać myśli do kupy i żeby być może kiedyś komuś dać to, co inni dali mi.
    Niech to będzie blog z wyrzucaniem bólu, a proszę Cię bardzo – kto Ci broni? Domyślam się, że nie chcesz, aby czytelnicy stracili cierpliwość… A miej ich gdzieś! To Twoje miejsce w sieci, tutaj nikt nie ma prawa Ci nic zarzucić. To właśnie w ten sposób możesz pomóc innym. Bo jeżeli będziesz pisać tylko pozytywy albo większość pozytywów… A przecież wiesz jak wygląda życie z depresją, to wejdzie tutaj inna osoba z depresją i się kompletnie załamie, bo pomyśli, że ona to już jest totalnie do niczego, bo z nią jest gorzej niż z tą, tą, tą i tą (w słowo "tą" wpisz te wszystkie blogi gdzie autorzy z depresją udają, że jest lepiej niż jest).
    Po prostu Bądź.

  2. Hej, spokojnie! To że mało osób czyta tego bloga i że rzadko coś wrzucasz, nie oznacza że ten blog jest niepotrzebny. Bardzo inspirujesz i wspaniałe że masz też takie miejsce w którym możesz się podzielić tym co dobre z innymi. Myślę że też pod wpływem Twojego bloga zacząłem współtworzyć stronę na fb pokazującą że każdy jest cudem i inspirującą do dobra. 🙂
    Dziękuję! I pamiętam w modlitwie o Tobie +
    Nie poddawaj się! "Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5, 36) Zaufaj, On wszystko ułoży

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *