Myjąc naczynia, dopiero przy ostatniej szklance zorientowałam się, że prowadzę ze sobą zaciętą dyskusję na temat Bożego Miłosierdzia.
Gdyby nie to, że czuję jak rozpadam się milion małych kawałków, że nie potrafię ogarnąć rzeczywistości, że czuję przerażającą pustkę, mimo, że kocham i jestem kochana. 
Gdyby nie to, że każdą komórką ciała czuję bezsens…
Pomyślałabym, że nadciąga górka, to wtedy zaczynają się rozkminy religijne.
To wtedy jestem posłana, opętana, wierząca, wierna, gotowa nawracać.
To wtedy słyszę głos Boga.
To wtedy przesłuchuję tysiące konferencji, omadlam wszystkich i wszystko.
Tym razem zapadam się w sobie i jednocześnie zaczynam szaleć religijnie.
Piszę to i czuję nagły ścisk w gardle.
Ogarnia mnie niepokój.
Drętwieje.
Chwilowa pustka w głowie.
Zgubiłam drogę do samej siebie. 
Nie pamiętam już kiedy ostatnio marzyłam, planowałam, wierzyłam, że może być dobrze. 
Według kalendarza było to jakieś 4 miesiące temu, a czuję się jakby minęły wieki.
Dziś widzę, że dopadła mnie na przełomie maja/czerwca/lipca dopadła mnie lekka hipo. 
Teraz to widzę.
Nakręcenie na Woodstock,tak, że nie gadałam o niczym innym, bezsensowne zakupy na aliexpress, kupienie 13 książek do nauki języków, co weekend wódeczka, siłownia, spacery, miliony planów… 
Jak zwykle zauważyłam po fakcie.
I upadek zabolał.
Może wszystko sobie wymyśliłam?
Może naczytałam się objawów i teraz sobie wmawiam?
A jeszcze nie jestem na dnie.
Jeszcze nie, choć lęki mnie zabijają.
Spamuje CV pracodawcą, ale sama myśl, że będę musiała podjąć jakąś pracę sprawia, że jest mi słabo. 
Tęsknię za Krakowem.
Żałuję tamtej maniakalnej decyzji…
Cholernie żałuję.
Tej decyzji z sierpnia o odejściu też żałuję. 
Mogłam zacisnąć zęby, olać pretensje, nadmiar obowiązków i to ciągnąć.
19 mam wizytę u psychiatry.
Innego niż mój świrolog.
Dodatkowa konsultacja u innego lekarza.
Czuję się jakbym robiła coś złego, jakbym go zdradzała, jakbym mu nie ufała.
A ja chcę tylko zasięgnąć opinii innej osoby.
I może przed nim będę mogła się otworzyć w całości.
Przed moim świrologiem nie umiem, często coś przemilczam…
Przemilczam, że utyłam 10 kilo w 2 miesiące i dzień w dzień mam napady obżarstwa.
Dzień w dzień.
Od 2 miesięcy.
Nie ma dnia przerwy.
Gdy nie jem czuję się jak ćpun na głodzie. 
I nienawidzę siebie.
Nienawidzę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *