Przód – tył.
Przód – tył.
Przód – tył.
Muzyka gra w tle, a ja dopiero po kilku piosenkach orientuję się, że znowu się kiwam.
Kiwam się od zawsze.
Od smarkacza.
Denerwowało to strasznie rodziców, a ja nie kumałam o co się tak złoszczą.
Od dzieciaka kiwam się na leżąco i na siedząco.
Przód – tył.
Rytmicznie.
Kiedyś dobie wręcz przyśpiewywałam w rytm bujania, teraz załatwia to muzyka w słuchawkach.
Do przodu i do tyłu.
Mam Cię!
Znowu się denerwujesz czymś.
Napięcie mięśni karku jest tak duże, że boli mnie głowa.
Chociaż może głowa mnie boli bardziej przez zęby, które łamię na chlebie?
Przód – tył.
Kiwanie to objaw choroby sierocej.
Ale obraz mojej rodziny nie wpisuje się w to wszystko.
I nikt ze znajomych nie wie o małej – wielkiej tajemnicy.
Dlatego nie lubię nocować u kogoś, ani nie lubię jak ktoś nocuje u mnie.
Często kiwam się przez sen.
A powstrzymywanie się przed świadomym kiwaniem też do najprostszych zadań nie należy.
No… Chyba, że jestem pijana.
Gdy jestem pijana zasypiam szybko i nieruchomo.
Zwyczajnie padam.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *