Wyobraź sobie, że budzisz o pierwszej w nocy. Wiesz, że masz jeszcze przynajmniej 5 godzin snu przed sobą, ale nie możesz zmrużyć oka, więc przewracasz się z boku na bok a Twoja irytacja rośnie

, odliczasz godziny, minuty, sekundy a sen nie przychodzi. Twoją głowę zalewają tysiące niechcianych myśli. Analizujesz każdy swój ruch, każdy gest mijanych na mieście osób. Przypisujesz im znaczenie, którego prawdopodobnie nigdy nie miały. Pamiętasz te dwie blondynki, które śmiały się na końcu tramwaju? Na pewno śmiały się z Ciebie, to przecież to wręcz oczywiste – w końcu jesteś beznadziejny! Za gruby, za brzydki, niezdarny i za głupi. Wstajesz, zapalasz światło i podchodzisz do lustra. Widzisz napięte mięśnie twarzy. Popatrz! Ostatnio wyglądasz okropnie! Te cienie i wory pod oczami, pryszcze, szara, ziemista cera. Pustka w oczach. Co się z Tobą stało? Zarośnięte brwi, wąsik wymknął się spod kontroli. Przetłuszczone, nieprzystrzyżone włosy. Połamane, zaniedbane paznokcie. Dobrze wiem, że zmuszasz się do mycia, choć i to czasami Ci nie wychodzi. Chcesz uderzyć w lustro, zacząć krzyczeć, płakać, chcesz zrobić cokolwiek, by wyrzucić z siebie negatywne emocje. Ups. Zapomniałam, że nie możesz – masz taki specyficzny problem, mianowicie: nie odczuwasz poprawnie emocji, czasami tylko w nagłym przypływie poczujesz głęboki smutek lub złość. Nie czujesz też przyjemności. To ostatnie psychiatrzy nazywają bodajże anhedonią.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

anhedonia «niezdolność do odczuwania przyjemności»

 

/sjp.pwn.pl/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Zajęcia, które do tej pory sprawiały Ci radość, były Twoim hobby, praca, która dawała Ci satysfakcję i pozwalała się utrzymać, z czasem stają się nijakie. Nie cieszą Cię już, nie przynoszą żadnej satysfakcji.  W końcu przestaje Ci na nich zależeć. Po co się starać, skoro przyszłość nic dobrego nie przyniesie? Znikasz powoli pod kołdrą. Zaszywasz się na całe dnie w łóżku – Twojej jedynej ostoi. Przyjaciele, rodzina, znajomi, nikt nie ma do Ciebie dostępu. Nikt. Na początku usiłujesz udawać, że jest ok, rozmawiasz przez telefon, później już nawet na to nie masz siły. Każdy dzień wygląda tak samo. Budzik o 6 – tabletki – dalszy ciąg snu – budzik o 13 – leki – coś wygrzebanego z lodówki – sen – napad kompulsywnego jedzenia – sen – budzik

 

o 20 – leki – sen. Cały cykl powtarza się następnego dnia. W Twojej głowie kotłują się myśli. Oskarżają, nakłaniają do okaleczania i tego najgorszego. Potrafią Ci zarzucić wszystko. Nawet to, że ta herbata, którą robiłeś 5 minut temu była za słaba, a to już niepodważalny dowód na to, że jesteś nikim, że nie masz prawa istnieć, nie masz prawa żyć. Nie wiesz kim jesteś i dokąd podążasz, nawet jeśli jeszcze 3 miesiące temu przenosiłeś góry, byłeś na szczycie, który okazał się… stanem maniakalnym. Nie, to niemożliwe – przecież ja po prostu zdrowiałem! Ten dołek to tylko chwilowy kryzys!

 

Nie oszukujmy się. To nie jest tak proste i kolorowe jakby się mogło zdawać. Wszystko wskazuje na Chorobę Afektywną Dwubiegunową (ChAD). Podejrzenie tej diagnozy, mimo, że zawsze się jej spodziewałeś, burzy Twój świat, niby wiesz, że to jeszcze niepewne, że to dopiero wstępna diagnoza, ale ciągle czujesz, że to się potwierdzi. Nie ważne jak bardzo tego nie chcesz. Każdy krok wiąże się z wysiłkiem ponad miarę. Każda czynność wymaga wielogodzinnej walki z samym sobą, by dokonać cudu, chociażby w postaci umycia naczyń.

 

 

Wiara? W takim stanie moja wiara nie ma racji bytu. Tak, tak wiem. Jak to rzekł św. Augustyn:

 

 

 

 

„Raz wybrawszy, ciągle wybierać muszę”.

 

 

Jednak zatrzymaj swój osąd i pomyśl chwilę: czy byłbyś w stanie cokolwiek w tej kwestii ogarnąć, gdyby zewsząd ogarniała Cię wszechobecna pustka? Nieprzenikniona ciemność?

 

Myślę, że w takich sytuacjach złość i żal do Boga są paradoksalnie najlepszą modlitwą.
Nawet, gdy w tej złości zarzucasz Mu, że On na pewno nie istnieje.

 

Bo jeśli nie istnieje… to czemu na niego się złościsz?  No właśnie.

 

 

 

Czemu piszę ten post tak, byś miał wrażenie, że czytasz o sobie?

 

 

 

Z dwóch powodów:

 

 

    • chcę by Twoja wyobraźnia zaczęła pracować i zobaczyła choć trochę, czym jest epizod depresyjny,

 

  • po prostu tak mi łatwiej – to trochę tak jakbym mogła powiedzieć w każdej chwili „hej! przecież nie pisałam o sobie, przecież mnie to nie dotyczy”! (to mało terapeutyczne, wiem…).

 

Wybacz mi, że wracam z tak ciężkim tematem po długiej przerwie, ale stwierdziłam, że czas przerwać milczenie. Czas pokazać, że my, chorzy i zaburzeni psychicznie jesteśmy również dobrymi ludźmi. Czasami tylko choroba wyłącza nas z normalnego życia. Jednych na krótką chwilę, innych na dłużej a jeszcze innych na całe życie… Chcę by ten post pomógł Ci się postawić w sytuacji, którą odczuwam obecnie.

 

Chcę stworzyć mały cykl notek na temat zdrowia psychicznego. Z góry przepraszam jeśli będą one chaotyczne – niestety choroba wpływa też na zdolność tworzenia logicznych całości.

 

Tymczasem bywajcie!

 

Z Bogiem!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *