Było kolorowo.
Ptaszki śpiewały, drzewka i kwiatuszki kwitły, wszystko smakowało i pachniało wyjątkowo, do tego to słonko.
Rozmowa o pracę? Proszę bardzo!
Mogę podbić świat.
Nagła ochota na towarzystwo i spacery.
Nie do końca wiem, czy to byłam ja „normalna”, czy już ta „wychylona w górę”, za to wiem, że teraz wszystko jest nie halo.
Wszystko analizuję. Wszyscy są podejrzani. Każdy jest zły. Jeszcze brakuje misji zbawienia świata i mam wszystko.
Na razie jest tylko chodzenie i rozkminianie „spowiadać się dzisiaj, czy jutro, idą święta, wypadałoby się wyspowiadać. Sama sobie nie dam rady”, czyli jak trwoga to do Boga. Bo przecież może się okazać, że nie będzie nowej, lepiej płatnej pracy, bo psychiatra się nie zgodzi na pracę na wysokościach.
I już lekarz medycyny pracy da mi bana na doradzanie klientom i rozkładanie towaru.
A to oznacza, że pewnie kopać rowów też nie mogę, bo miałabym kontakt z niebezpiecznym narzędziem.
Jestem pełna goryczy i żalu. I spowiedzi dzisiaj też nie będzie. Sama myśl mnie odrzuca.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *