Trzęsie mnie.
Telepie mnie z lęku.
Ściśnięte gardło, drżące dłonie, łzy napływające do oczu… 
Boję się…
Musiałam zadzwonić, musiałam się dowiedzieć co z tym zaświadczeniem do UP.
Wystawią, ale z innym terminem…
Będzie problem z Urzędem Pracy, ale jakoś to załatwię, może się uda…
W sumie rejestracja w tym urzędzie nie jest obowiązkowa, miałam prawo wyrejestrować się wcześniej na własne życzenie, więc…
Teoretycznie nie powinni robić problemów.
Z naciskiem na TEORETYCZNIE.
Jednak muszę się tam pojawić, a stanięcie twarzą w twarz z osobami przez które byłam kilkukrotnie bliska płaczu nie będzie przyjemnie.
Stanięcie twarzą w twarz z kierowniczką, która ma mi za złe, że wyrejestrowałam się z UP, że w ogóle zgłosiłam taki fakt do urzędu, a przecież „mogła Pani tego nie robić”, która ma mi za złe, że skontaktowałam się z kadrami…
Stawiam, że dostała opierdol za niezgłoszenie mnie do nich, bo przecież „tylko 3 dni Pani pracowała”.
No cóż, dla kogoś za wolno kroiłam chleb i obsługiwałam klientów.
Widać nie nadaję się do żadnej pracy, bo wszędzie jestem kuźwa za wolna. 
Szybciej, szybciej!
A ja już i tak pracuję na najszybszych obrotach, a zmęczenie organizmu po kilku godzinach sprawia, że tracę orientację, nie wiem co robię, gubię się w najprostszych czynnościach.
Nie zapamiętuję ciągu podanych produktów, jeżeli lista przekracza dwie pozycje, nie zapamiętuję podanych ilości, nie mogę wyłapać sensu słów z szumu, przez co zdarzało mi się pytać kilka razy klienta „co podać?”.
Ja się wstydzę, klienci się wkurwiają, współpracownice też, bo po 3 dniach zapamiętałam 4 kody produktów.
A tak bardzo starałam się dać radę.
I nie wychodzi…
Mam walniętą pamięć od kiedy zaczęłam się leczyć. 
Zapamiętuję z dużo większą trudnością, niż przed leczeniem.
Czasami, gdy przychodzi przyjaciółka, potrafię pytać kilka razy, czy na pewno chciała kawę z mlekiem, czy jednak może nie. 
Nie jetem pewna prostych spraw.
I ciągle po głowie chodzi mi myśl o cięciu się. 
Nie opuszcza mnie.
Ja wiem, że dla wielu ludzi to infantylne, że tak robią tylko dzieciaki, które chcą zwrócić na siebie uwagę.
Guzik prawda, a te dzieciaki, które starają zwrócić na siebie uwagę, na szczęście jeszcze próbują to zrobić.
Później najczęściej jest już cisza i rozpacz rodziny, że stracili dziecko.
To nie tak, że jeżeli mówisz o tym wszystkim to źle. 
Wręcz przeciwnie, to dobrze…
Tylko potrzeba Ci wparcia lekarza i/lub psychoterapeuty (uwaga: jest różnica między psychologiem, a psychoterapeutą!).
Samookaleczenia są poważnym problemem i nie dotyczą tylko rozchwianych przez burzę hormonów nastolatków… 
Wielu dorosłych ludzi sięga po różne formy niszczenia samego siebie.
Od cięcia się, przez przypalanie (lub przykładanie rozgrzanego metalu do skóry…), gryzienie się, bicie się (jako nastolatka byłam w stanie sama sobie podbić sobie oczy w napływie agresji), wyrywanie włosów… 
Lista jest długa…
Jeżeli zauważysz u kogoś, że rani sam siebie – reaguj, nie bagatelizuj tego.
Jeżeli jesteś osobą, która się okalecza – nie wstydź się i nie bój sięgnąć po pomoc specjalistów…
Wiem, że to nie jest proste, wiem, że czasem najtrudniejsze jest przyznanie się przed samym sobą, że potrzebujemy pomocy…
/notka urwana ze względu na odejście od kompa – straciłam ciągłość/




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *