Tydzień temu miałam okazję pielgrzymować do Lichenia na rekolekcje prowadzone przez o. Bashobore.
Przyznam, że miałam całą listę intencji, które ze sobą przyniosłam Mateczce. Rodzina, znajomi, ja…
Tak wiele podziękowań, oczekiwań , łez smutku i radości i morze nadziei, wielu tak różnych ludzi w jednym miejscu. Każdy przyjechał z swoim Krzyżem, który dźwiga a dobra Matka pomagała nam wystawiając się za każdym z osobna u Syna.

Koniec krótkiego wstępu, czas na konkrety.

19.08.2016, tuż przed północą.

Trud pielgrzymki czas zacząć, sześć godzin jazdy przed nami, na szczęście pogoda sprzyja; jest ciepło i nie pada. Szybkie sprawdzenie listy i rozdanie biletów. Uf… wszyscy są, kamień z serca, obyło się bez problemów, nikt nie zaspał, nikt się nie spóźnił. Jedyny minus drogi jest taki, że nie mogę spać. Niedobrze, będzie mi się trudno skupić na rekolekcjach.

20.08.2016

Szósta rano, jesteśmy pierwsi na parkingu. Bazylika już z daleka zapiera dech w piersiach, to odczucie potęguje Słońce, które dopiero co wzeszło. Czas sie wytoczyć z autobusu na rześkie, poranne powietrze. Nie jest łatwo, bo mimo, że nie spałam to jednak leżałam pod ciepłym kocem. Ale mus to mus. Dołącza do nas siostra, która pokazuje „pierwszakom” co, gdzie i jak. Mamy dwie godziny na zwiedzanie. Ciężko opowiedzieć to, co zobaczyły oczy.Ludzkie słowa to za mało, niech przemówią zdjęcia (choć mam świadomość, że i one nie oddadzą piękna kościoła).

Piękne, prawda? Kolana same się uginają. Chwila osobistej modlitwy, przejście na kolanach za Cudownym obrazem. Dotyk pewnego rodzaju mistyki. Po ósmej nadszedł czas wejść na pole, gdzie odbywają się rekolekcje. Pierwsze wrażenie? Przekochani, pomocni i uśmiechnięci wolontariusze (10 różańca za was leci ;)). Niestety nieprzespana noc zaczyna dawać w kość. Oczy zaczynają się kleić. No cóż, jakoś dam radę. Zaczynają się śpiewy, coraz więcej ludzi gromadzi się w sektorach. Czuję w kościach, że Bóg mocno dziś zadziała w każdym człowieku. W Licheniu odbyły się trzy konferencje, które o.John prowadził na Bożym powerze (choć nawet ten fakt nie przeszkodził mi w przyśnięciu pod koniec pierwszej, jednak zmęczenie wzięło górę). Co mnie szczególnie dotknęło w tych katechezach? Wydawało mi się, że nic. W pewnym momencie zaczęło mnie to nawet irytować. Jeszcze jedno „Jezus Cię kocha” i oszaleje. Jednak nie oszalałam a słowa skierowane do mnie otrzymałam na mszy pod czas kazania, ale o tym za chwilę, teraz nadszedł czas na kilka zdjęć zrobionych w przerwie obiadowej 😉 .

Jakie słowa mnie dotknęły? Słowa napomnienia!

Mniej więcej brzmiały one tak:

 

     „Niektórzy przyszli tutaj tylko po uzdrowienie a Jezus mówi:

*A-a. Najpierw głoszenie Ewangelii”.

Otrzeźwiające słowa, aż przestałam być senna. Wypowiedziane stanowczo, ale z olbrzymią miłością. Dostałam kolejny raz zapomnienie… „Nie ubijaj że mną interesów. Ja darmo daję i ty darmo dawaj”. Reszta wieczoru upłynęła już bezinteresownie. Podczas modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie dostałam w sercu kolejne napomnienie, którym chcę się z Wami, drodzy czytelnicy podzielić, mianowicie: Jezus chce od nas absolutnej szczerości! Dopiero, gdy zdjęłam swoje maski On mógł zacząć działać. Część łask było mi dane odczuć natychmiast, ale wierzę, że to nie koniec!

I choć przyznaję, że ten typ duchowości to nie moja droga, ale mimo to, jestem niezmiernie wdzięczna Bogu, że mnie tam przyprowadził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *