Ludzie borykają się z różnymi problemami, często jednym z nich jest brak pracy , który nie dość, że utrudnia życie w sferze finansowej to po jakimś czasie zaczyna się kłaść cieniem na naszej psychice. Zaczynamy zastanawiać się co jest nie tak? Czy sytuacja gospodarcza jest aż tak zła? Może coś nie tak jest z nami? Czy jesteśmy aż tak beznadziejni? Czy to się kiedyś zmieni?

Te pytania zdawałam sobie jeszcze kilkanaście dni temu, aż pewnej nocy, modląc się Krzyżem trafiłam na pewną nowennę, ale po kolei…

Od prawie roku zmagałam się z bezrobociem, dużo? Mało? Moim zdaniem zdecydowanie za długo, ale każdy może podejść do tej kwestii indywidualnie. Czemu byłam bezrobotna? Przez rożne perturbacje w życiu (to jeszcze nie czas na opowieść o nich), niska samoocena, problemy ze zdrowiem, małe miasteczko, byłam już po godzona z tym, że to się prędko nie zmieni. Może też trochę nie chciałam? To by oznaczało stanięcie na własne nogi a to z kolei zaburzyłoby obraz nędzy i rozpaczy, który miałam głęboko w swoim sercu.

Jednak przyszedł taki wieczór, że coś zaczęło mnie uwierać. Nie mogłam zasnąć, kręciłam się z boku na bok i nawet kolejne zdrowaśki nie pomagały pogrążyć się we śnie. Tak, to sumienie się odezwało. „Tak dalej być nie może, wyciągnij dawno schowane do szuflady marzenia i zacznij o nie walczyć”. Moja reakcja była natychmiastowa: ale jak?! Przecież nie mam grosza przy duszy… Coś (a raczej Ktoś, bądź uwielbiony Duchu Święty), mnie tknęło, by poszukać w Internecie modlitwy o pracę. Pierwsza pozycja : nowenna do św. Josemarii . Ok, czemu nie?

Leżąc Krzyżem (lubię się tak czasami modlić, gdy nikt nie widzi) odmówiłam pierwszy dzień nowenny. Święty Josemaria nie czekał i od razu zaczął działać wstawiając się za mną u Taty przez pośrednictwo Mamy.  W trzecim dniu nowenny zadzwonił pierwszy telefon. Niestety musiałam zrezygnować z rozmowy na rzecz wyjazdu do Lichenia (tutaj znajdziecie wpis o tej pielgrzymce,). W czwartym dniu ponownie zadzwonił telefon, tym razem do rozmowy doszło, miałam pewność, że mnie tam nie zatrudnią ale modliłam się dalej o pracę najlepszą dla mnie i o możliwość wyprowadzki z domu rodzinnego. W ostatnim dniu nowenny miałam rozmowę kwalifikacyjną w kolejnej firmie. Byłam pewna, że przejdę do kolejnego etapu, mieli zadzwonić następnego dnia. Koczowałam przy telefonie, serce uciekało mi z klatki piersiowej, ale telefon milczał a próby kontaktu z rekrutującą osobą spełzły na niczym. Przyznaję, że straciłam znów nadzieję. W pewnym momencie zadzwonił telefon, ale numer był z pierwszej rozmowy o pracę. Oddzwoniłam zaskoczona a w słuchawce usłyszałam”gratuluję, przeszła Pani pomyślnie proces rekrutacji!”. Oszalałam że szczęścia! Właśnie zaczynam spełniać swoje marzenia w tym jedno z dzieciństwa! Od kilku do pracuję i mieszkam w najpiękniejszym mieście.

Wiem, że to sprawka św. Josemarii i Mateczki, niech Bóg będzie przez nich uwielbiony!

Jeśli dotyka Cię problem bezrobocia to zachęcam Cię do modlitwy tą latanią (klik), w ciągu tygodnia załatwił mi pracę :

Chcę też podziękować każdej osobie, która choć krótko westchnęła w mojej intencji do Taty. Bòg Wam zapłać .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *