Złamałam się.
Wytrzymałam niecały rok.
Niepełne 365 dni dzieli jedno cięcie od drugiego.
Przeraziłam sama siebie.
Od kilku dni męczy mnie lęk.
A może męczy mnie od zawsze, tylko czasami potrafię mu strzelić w pysk i uciszyć, a czasami to on daje mi mokrą ścierą w mordę, tak, że tracę równowagę i upadam, a on osacza mnie w tym czasie i zaczyna swój stosunek w którym mnie zwyczajnie pieprzy, a ja pod jego cholernym ciężarem nie potrafię się ruszyć.
Wczoraj w przypływie chwilowej, wieczornej siły znowu powysyłałam CV, powstał nawet pomysł, że JAKOŚ wrócę do Krakowa.
Nie ważne pieniądze, nie było zdrowego rozsądku.
Liczyło się zdobycie pracy i ucieczka.
Przed samą sobą.
Obiecywałam sobie nawet, że tym razem będzie dobrze, że Kraków mnie nie pochłonie, że to ja będę czerpała z życia garściami, a on mnie jedynie delikatnie obejmie, jak najczulszy partner.
Dzisiaj, gdy zadzwonił telefon i wyświetlił się nieznany numer, byłam na granicy omdlenia.
Tak, zrobiło mi się słabo, że to może właśnie z potencjalnej pracy dzwonią.
I nie, to nie był ten przyjemny zawrót głowy, który towarzyszy ekscytacji.
Nie, tym razem to był ten zawrót głowy, to odpłynięcie krwi, ten nagły skok tętna, który towarzyszy lękowi i panice.
Po kilku minutach wróciło wszystko do normy, okazało się, że to cholerny bank ściga mnie zapewne z nową, idealnie dopasowaną, wyjątkową pożyczką.
Niech będzie błogosławiony autor portali z numerami telefonów, bo oczywiście, zanim zebrałam się na odwagę, by odebrać, to osoba po drugiej stronie zdążyła się rozłączyć.
Lepiej dla mnie.
Sukcesem jest to, że wyszłam do sklepu, nawet udało mi się nie kupić słodyczy, które wpieprzyłabym w ekspresowym tempie, zagryzając lekami na przeczyszczenie.
I na tym lista sukcesów się kończy.
Wróciłam do domu.
Jedno zdjęcie na fb.
Znajoma została Inżynierem.
No tak. Bliżej mi do 30 niż 20.
Moi znajomi kończą doktoraty, studia inżynierskie i takie tam.
A mój mózg zaczął lawinę oskarżeń.
Złapał mnie za łeb, przycisnął do monitora.
Widzisz ją?
Ona jest coś warta.
Skończyła Inżyniera.
Widzisz ją?
Ona zasługuję na uwagę, ona zasługuje na brawa, ona zasługuje na szacunek.
A teraz popatrz w lustro.
Nie odwracaj twarzy i patrz w to cholerne lustro!
Widzisz się?
Bardzo dobrze!
Tak właśnie wygląda człowiek, który nie posiada najmniejszej wartości.
Ktoś kto nie zasługuje na szansę.
Widzisz tę gębę?
Tak, to ty.
Człowiek, który od tylu lat nie potrafi się zebrać w całość i zawalczyć o marzenia.
Człowiek, który na nic dobrego nie zasługuje.
Człowiek, któremu można pluć w twarz.
Człowiek, który powinien się zabić.
Płaczesz?
Płacz, tylko tyle ci zostało.
Żyletka. Gdzie jest twoja żyletka.
Już wiem, że to ma nade mną kontrolę, już wiem, że tym razem nie zapanujesz, że właśnie przegrałam kolejną bitwę ChAD  – ja.
Zaczęłam jej szukać, w nerwach, pełna lęku, im dłużej nie mogłam jej odnaleźć, tym więcej lęku we mnie się kotłowało.
Cholera, no przecież jej nie wyrzucałam, używam tej samej od 3 lat.
Aż dziwne, że jeszcze tnie, a ja nie złapałam jakiegoś zakażenia.
Odpuściłam na chwilę, gdy nie znalazłam jej w pokoju, jednak myśl o niej nie dawała mi spokoju.
Jest! ONA MUSI BYĆ W LEKACH.
I była.
Przymiarka pierwsza, druga. Szmer. Muszę poczekać chwilę, musi się uciszyć, muszę mieć pewność, że nikt nie wejdzie.
Cisza.
Jedno, drugie, trzecie, czwarte cięcie.
Równoległe.
Jak zawsze idealne.
Żyletka dociśnięta do skóry, bardzo powolne przesunięcie, ślimaczy ruch po udzie.
O Chryste, zapomniałam jakie to rozładowujące.
Zapomniałam jak bardzo ten rodzaj bólu uspakaja.
Krew.
Ludzie mdleją na widok swojej krwi.
A ja? Mnie uspakaja jak płynie po udzie.
Nasycona, ciemna czerwień. Piękny kolor.
Całe napięcie zeszło w kilka sekund.
I na kilka minut.
Momentalnie uderzają wyrzuty sumienia.
Znowu to zrobiłam.
Znowu się pocięłam.
Znowu…
I nienawiść do samej siebie staje się jeszcze większa.
I tylko zastanawiam się, kiedy przyjdzie napływ odwagi.
Kiedy przycisnę ją za mocno, kiedy przycisnę ją do tętnicy.

 

 

 

Kończy się tydzień, nie ma nadziei, 
Że następny coś jeszcze zmieni ,
Złość jest niedobra gdy z tobą stoję,
Gdy Ciebie widzę, gdy ciebie czuję, 
Kończy się rok i słuchaj słowa,
By zacząć to wszystko od nowa,
Obejrzyj to sobie, sam sobie odpowiedz!

 

Sam sobie odpowiedz…

 

I czy tego chcesz, czy o to chodzi,
Bym w złości tu przychodził,
Porównaj to z resztą, wybierz wartość największą,
Ja chciałbym zobaczyć to wszystko raz jeszcze,
Raz jeszcze to wszystko zobaczyć ja chciałbym,
Porównaj to z resztą, wybierz drogę najlepszą…

 

Jak to jest, gdy wchodzisz w moją głowę,
Co tutaj jest typowe, z tobą jest od nowa,
Porównaj to z nami, czarnych słońc milionami,
Czy warto jest, czy warte to wszystko,
By czynić upadek,
Porównaj to z resztą, wybierz drogę najlepszą…

 

A w mojej głowie słońc milionami,
Karuzela nocą lśni,
Na niej jesteśmy sami,
Ja i ty… 

 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *