Zmiana leków i wszystko jest nijakie.

Było kilka dni potężnej górki, remont, brak snu, kreatywność powyżej normy. Nadal jest wyż, ale razem z niżem. Stan mieszany? Nie wiem, nigdy nie miałam, ale to strasznie dupne uczucie. Chyba nie miałam. Niczego już nie jestem pewna. Jakby to powiedziała moja była terapeutka: Ty się przestań sama diagnozować…

Jednocześnie jestem kreatywna, mam milion pomysłów, ale zaczynam i nie kończę, planuję i nie wdrażam, żyję marzeniami a nie faktami, do tego mam ochotę wszystkich pozabijać, siebie też, bo jestem odpowiedzialna za cale zło tego świata. I życie nie ma sensu. Do tego zakupy. Muszę coś kupić bo zwariuje a pracy nie ma. Bo jak ma być jeżeli się jej boję? I te myśli, jakby ktoś źle ustawił prędkość taśmy z filmem. Biegną, nie potrafię uchwycić jednej i jej zatrzymać, skupić się na niej. Teorie spiskowe. Chyba one są najwredniejsze. Ja i cały świat przeciwko mnie. Wszyscy knują, ten powiedział to, tamta co innego, wszystko, by mnie ośmieszyć, oczernić, zrównać z ziemią. I ratuje mnie tylko świadomość, że to nie jest prawda. Że to kiedyś musi minąć. Inaczej nie byłoby mnie już na tym świecie.

EDIT: Jednak jak nie porżnę się dzisiaj jak prosie, to będzie cud…

Co prawda jestem depakinowcem, ale co tam. Pasuje idealnie.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *